środa, 16 lipca 2014

10. Jeszcze kilka dni

Minęło kilka dni od mojej ostatniej wizyty w domu. Nie działo się nic ciekawego. Harry często gdzieś rano wyjeżdżał, a ja zostawałam sama bez możliwości wyjścia. Ten palat nie pozwalał mi wychodzić z domu. Kim ja dla niego jestem? Niewolnikiem, bez żadnych praw? O nie...
Było przed 10. Harry właśnie szykował się do wyjścia. Wychodził zawsze, punktualnie o 10:10. Dlaczego? Bo on jest nienormalny. 
Weszłam do kuchni i nalałam do kubka kawy. Nagle usłyszałam chrząknięcie. Odwróciłam się w stronę okna i zobaczyłam bruneta opierającego się o blat. 
- Lepiej to się nie mogłaś ubrać, co? - powiedział i przebiegł po mnie wzrokiem. 
Spojrzałam na dół. Nic ciekawego. Zwykła piżama. Krótkie szare spodenki i luźna prześwitująca koszulka.
- Shhh... to tylko piżama - odpowiedziałam z uśmiechem i upiłam łyk napoju, który przyjemnie rozlał się po moim ciele. 
- Chcesz coś do jedzenia? - zapytał. Pokiwałam przecząco głową.
- Do cholery! Musisz jeść - warknął 
- Jadłam wczoraj - odpowiedziałam i spojrzałam mu w oczy
- Co jadłaś? 
- Kanapki.
- To rzeczywiście musiałaś się najeść. Umrzesz jeśli nie będziesz jadła.
- Wiem. 
- I mówisz to bez żadnych emocji?!
- Proszę cię. Skończmy ten nieprowadzący do niczego dobrego temat.
Harry jedynie wstchnął i upił łyk kawy. Lekko się zaśmiałam i sięgnęłam po paczkę papierosów leżących na stole. Wyjęłam jednego i zapaliłam. 
- Ile razy mówiłem żeby nie palić w domu? - zapytał
- Nie wiem. Z trzysta? - odpowiedziałam swoim ulubionym sarkastycznym tonem. On jedynie pokręcił głową z dezaprobatą i włożył kubek do zmywarki. Minęło kilka minut ciszy. Wypaliłam papierosa i wrzuciłam go do popielniczki stojącej obok mojego kubka.





- Chodź tutaj - powiedział swoim zachrypniętym głosem. Spojrzałam na niego. Patrzył na mnie i lekko przygryzał wargę. Podniosłam jedną brew, ale posłusznie wykonałam jego polecenie. Stanęłam na przeciwko i spojrzałam mu w oczy. Przejechał opuszkami palców po mojej ręce zmniejszając odległość między nami. Jego ręce znalazły się na moich biodrach i lekko je ścisnęły. Podniósł mnie i posadził na blacie. Następnie zaczął bawić się końcówkami moich włosów. Spojrzałam na niego z zaskoczeniem. Już chciałam coś powiedzieć, ale przejechał palcami po mojej wardze, a z jego ust wydobyło się ciche ,,shhh". Zaczął składać lekkie pocałunki wzdłuż linii mojej szczęki i na szyji. Zamknęłam oczy, gdy przygryzł skórę na mojej szyji. 
- Wiedziałem, że jesteś szkieletem -szepnął - od teraz będę pilnował twojej diety. Spojrzałam na niego zaskoczona, ale i zła. Ten dupek wykorzystał moją słabość do przystojnych mężczyzn. Z moich ust wydobył się jęk zaskoczenia i bezradości.
- Co. Nie możesz. Nie jestem twoją własnością. - wysyczałam.
- Gdy brałem cię na blacie nie sprzeciwiałaś się - uśmiechnął się arogancko. 
- Zamknij się i idź już - opuściłam głowę i zaczęłam bawić się materiałem spodenek. Chłopak zaśmiał się i położył rękę na moim kolanie i zaczął przesuwać ją powoli w górę. Prychnęłam pod nosem i zatrzymałam jego rękę. Spojrzałam mu w oczy i pokiwałam przecząco głową. Nagle zadzwonił alarm w jego telefonie. 
- Muszę iść - powiedział nie przerywając kontaktu wzrokowego. 
- I bardzo dobrze. Wkurzyłeś mnie - fuknęłam, zeskoczyłam z blatu i odwróciłam się w stronę zlewu. Zamknęłam oczy i oparłam się o blat. Nie miałam zamiaru na niego patrzeć. Najpierw miał czelność decydować o mojej diecie, później prawie rozebrał mnie na blacie i nazwał szkieletem. Zaśmiałam się pod nosem. 
- Jeszcze kilka dni - szepnęłam i otworzyłam oczy. - Słyszałem i mi także jest przykro - powiedział z nutką sarkazmu jak to miał w zwyczaju - Nigdzie nie wychodź. 
- Wal się. Nie będziesz mną rządził. Zrobię co zechcę i nie mozesz tego zmienić, kochanie - warknęłam mu prosto w twarz i wyszłam z kuchni. Udałam się na taras. Dzisiaj nie było zbyt słonecznie, czyli idealnie. Usiadłam przy basenie i podciągnęłam kolana pod brodę. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Ufff... wyszedł. Wreszcie sama. Wiatr zaczął lekko wiać poruszając przy tym moimi białymi włosami. Pociągnęłam lekko nosem i spojrzałam przed siebie. Po kilkunastu minutach postanowiłam się ogarnąć. Podniosłam się i ruszyłam do łazienki. Umyłam zęby, przemyłam twarz i zrobiłam makijaż. Rozczesałam włosy i pozostawiłam je lekko falowane. Weszłam do garderoby i chwilę się rozglądałam. Postanowiłam ubrać czarną, sięgającą do połowy łydek sukienkę i glany tego samego koloru. Ubrałam się. 



Wyjżałam przez okno. Wiało. Zbierałby się czarne chmury. Ponownie weszłam do garderoby i zabrałam z niej czarny, długi kardigan. Spryskałam się perfumami, zabrałam torbę i wyszłam. Po drodzę wstąpiłam do kawiarni i kupiłam kawę. 

                                                            ~*~   
                                                     
Spacerowałam wokół przeróżnych budynków, modląc się aby spotkać moją siostrę lub Sky. Moje modły zostały wysłuchane. Zobaczyłam dwie dziewczyny. Szły z wielkimi uśmiechami na twarzach. Były takie niewinne. Nikt by się nie spodziewał, że mogłby one kogoś zabić. Ciekawe czy ja wyglądam na mordercę... Gdy Sky mnie zauważyła zatrzymała się ze zdziwniem na twarzy. Po chwili jednak podbiegła i mnie przytuliła. To samo zrobiła moja siostra. Kilka minut skałyśmy w miejscu rozmawiając. Jednak postanowiłyśmy odwiedzić kilka sklepów, a następnie udać się na obiad. 

                                                          ~*~   

Wróciłam do domu. Było około 16. Pewnie wróci jakoś o 20. Czyli mam czas dla siebie. Odłożyłam torby z zakupami niedaleko drzwi wejściowych, a sama rzuciłam się na sofę i włączyłam telewizor. Po kilku minutach wstałam i ruszyłam do pokoju. Wróciłam do salonu z laptopem pod pachą i kosmetyczką pełną lakierów do paznokci, pilniczków, ozdób i innych dziwnych rzeczy. Postawiłam laptopa na stoliku i włączyłam swój ulubiony serial. Spojrzałam na swoje paznokcie. Nie były pomalowane, a niepomalowane paznokcie to brzydkie paznokcie. Wyjęłam kilka lakierów i zabrałam się za doprowadzanie do porządku moich dłoni. Co jakiś czas spoglądałam na ekran komputera, gdy pojawiały się ciekawsze sceny. Wreszcie skończyłam. Spojrzałam na paznokcie. Wyglądały bardzo ładnie. Były długie i pomalowanie. W skrócie, seksowne.



- Idealnie - powiedziałam i oparłam się o poduszkę. Następne kilka godzin spędziłam na oglądaniu serialu. 
  

                                                                        ~*~

Spojrzałam na zegarek. Było już po 23, a Harry'ego nadal nie było. Może miał wypadek, albo zapił się gdzieś. Nie interesuje mnie to. Niech spada. Przeciągnęłam się i lekko ziewnęłam. 
- Nie chce mi się już tu siedzieć - powiedziałam i wstałam. Psy leżące na kanapie obok zerwały się i pobiegły za mną. Moi ochroniarze. Wyłączyłam telewizor i laptopa. Ostatni raz sprawdziłam czy wszystkie drzwi są zamknięte i ruszyłam na górę, a za mną psy. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż i przebrałam się w piżamę. Zwierzaki leżały na moim łóżku. 
- Trzy wielkie psy na dwuosobowym łóżku i do tego ja - powiedziałam z uśmiechem.
Zgasiłam światła i położyłam się.
- Dobranoc...

2 komentarze:

  1. super!!!!! nie wiem co napisać bo nawet same "super" nie wystarczy :3
    życze weny !!! i czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję, że ta wena nadejdzie.

      Usuń